sobota, 4 lipca 2020

Nie chcę, nie potrafię czy nie mogę? – czyli o planetach dwunastodomowych


Astronomiczno – astrologiczny paradoks dwunastego domu
Sytuacja planety znajdującej się w 12 domu horoskopu urodzeniowego wydaje się paradoksalna. Według reguł astrologicznych wkracza ona do domu 12 dokładnie wtedy, gdy wschodzi – a więc zaraz gdy tylko wyłoni się spod horyzontu, bywając wówczas niekiedy doskonale dostrzegalną nawet gołym okiem. Tymczasem wbrew temu, co widzimy, według reguł astrologicznych energia takiej planety momentalnie słabnie, marnieje, staje się trudno uchwytna,  jakby „przeźroczysta”, a niekiedy wręcz słabo obecna w życiu właściciela horoskopu.

Planetarna drzemka
Sprzeczność tę łatwo pogodzić, jeśli uświadomimy sobie, że codzienne narodziny każdej planety (bo tak metaforycznie można opisać moment jej wschodu) to naprawdę spory wydatek energetyczny. A zatem teraz, gdy już dostojnie jaśnieje po – można by rzec -  szczęśliwymi rozwiązaniu, nadchodzi pora, by udać na wypoczynek i zregenerować nadwątlone siły. A skoro planeta w 12 domu drzemie, relaksuje się i odbywa coś w rodzaju rekonwalescencji, nie ma się co dziwić, że  wyraźnie traci ona swój „pazur” i wywiesza kartkę z napisem: „nie ma mnie dla nikogo”. Owa metafora snu doskonale pasuje do Neptuna i znaku Ryb, które to według astrologii współczesnej rządzą tymże domem. Sęk w tym, że w przypadku horoskopu urodzeniowego ten dwunastodomowy odpoczynek lubi się przedłużać –  nieraz nawet na całe życie właściciela takiego kosmogramu.

Nie – ziemska realizacja
Wymęczone mozolną wspinaczką ponad horyzont planety znajdujące się w 12 domu naszego horoskopu nie bez przyczyny więc odmawiają współpracy wymagającej większego fizycznego wysiłku, nie mówiąc już o tym, by był to wysyłek zaplanowany i ujęty w jakieś ramy. W praktyce objawia się to tak, że niezmiernie trudno zaprząc je do systematycznych działań, które mają przynieść konkretny, namacalny efekt. Nic dziwnego, że dom 12 ze swoją strategią „rozmemłania” i działania przez zaniechanie tworzy opozycję do ziemskiego domu 6.

Planety dwunastodomowe wolą po prostu z na wpół zamkniętymi oczami płynąć z prądem tam, gdzie zostaną pchnięte przez siły, nad którymi nie mają (i często nie chcą lub nie potrafią mieć) kontroli: przez emocje, a także przeczucia czy intuicję. Nie mają nic przeciwko, by powodował nimi przypadek lub by rozgrywała je neptuniczna „muzyka z nieba”, którą - znajdując się w sennym transie - z dużą łatwością właściwie interpretują.     

Dwunastodomowy bezwład, bezsilność i inercja
Także właściciel takiego horoskopu, nauczony doświadczeniem i w poczuciu bezsilności, często próbuje już nie angażować tych planet do swojego życia. Woli zostawić je w spokoju, gdyż czuje, że niewielki z takich półprzytomnych, anemicznych bytów pożytek, jeśli kierować się racjonalnymi kryteriami. Nadto wybudzone z drzemki, rozkojarzone mogą przecież łatwo wymknąć się spod kontroli i podryfować w kierunku niekoniecznie świadomie obranym przez posiadacza dwunastodomowej planety.

A i same dwunastodomowe planety wcale nie pchają się na świat. Nie chcą, by ktokolwiek widział je „takie nieuczesane” i w nocnym negliżu –  więc chowają się i nie niepokojone delektują się ciszą, błogim spokojem oraz tak potrzebną im izolacją. Już na starcie „poddają się”, wyraźnie nie chcą odgrywać swej roli w taki sposób, jak oczekuje właściciel horoskopu i publiczność. Natomiast psychoastrologia mówi wtedy o długim „zbieraniu się” oraz o późnym dojrzewaniu do spraw, które sygnifikują dwunastodomowe planety.

„Już był w ogródku …” czyli planeta w 12 domu w koniunkcji do ascendentu
Nawet jeśli mówimy o planetach osobistych, bez których trudno funkcjonować w życiu codziennym,  właściciel horoskopu, w którym znajdują się one w 12 sektorze, ma wrażenie, jakby związane z tymi planetami energie oraz  sfery życia, którymi takie planety zarządzają, znajdowały się permanentnie za zasłoną skonstruowaną z osi ascendentu. Jednak nim bliżej tego szczególnego punktu horoskopu znajduje się dwunastoomowa planeta (czyli jeżeli jest ona w koniunkcji z ascendentem, lecz od strony 12 domu), tym silniejsze wrażenie właściciela horoskopu, że od podniesienia kurtyny i wydostania się na świat dzieli go zaledwie jeden zdecydowany ruch. Choć przekonanie to daje początkowo pewien komfort psychiczny, w praktyce z reguły nie jest on jednak w stanie zmobilizować się  do  podjęcia tego wysiłku, wyhamowując w ostatniej chwili, by nadal tkwić bezpiecznie za zasłoną w swym niezdecydowaniu, chaosie i potrzebie słodkiego letargu. W ten to oto sposób w końcu dociera do jego świadomości, że planeta w domu 12, choć blisko ascendentu, nie będzie zachowywać się tak, jakby była ona w domu 1, będącym pod władzą dynamicznego i bezpośredniego Barana, zaś próba nadania jej impetu jest syzyfową pracą.

„Już  z gąską się witał” czyli planeta na pograniczu domu 12 i 11
 Także na drugim krańcu domu 12 znajduje się furtka do zupełnie innego świata.  Mam tutaj na myśli   pogranicze 12 i 11 domu. Planety tu przebywające  słyszą już z kolei gwar niezobowiązujących rozmów towarzyskich i czują atmosferę swobody intelektualnej typowej dla domu 11. Można by rzec, że prawie  się wyspały i są gotowe, by wkroczyć do domu powietrznego, by wreszcie oddać się wymianie myśli i zakończyć czas odosobnienia. Niestety nie posiadają wystarczającej energii, by sforsować drzwi, co czyni jej położenie nie mniej niekomfortowym niż gdy rezydują w pobliżu ascendentu.     

Nie chcę, nie potrafię czy nie mogę?
Funkcjonowanie planety w 12 domu przypomina więc nieco pobyt za szklanymi drzwiami lub jak kto woli za niewidzialną kurtyną, która wydziela pokój sypialny, w którym rozbrzmiewają neptuniczne  kołysanki. Zasłona szczelnie oddziela ją od wkroczenia w realne życie, kiedy to właściciel horoskopu  mógłby używać jej w pełni świadomie i wedle swych potrzeb, zamiast mierzyć się z  niezdecydowaniem, sytuacjami, które wymykają się spod kontroli czy też z lękami i niepewnością, które są domeną tego domu. 

Rodzi się jednak ważne pytanie: czy faktycznie nie mógłby on owej zasłony  odsunąć sam, gdyby tylko, uświadomiwszy sobie, jaki jest jego horoskopowy potencjał, zechciał siłą woli zebrać się w sobie i skończyć z wsłuchiwaniem się w obezwładniający syreni śpiew? A skoro tego nie robi, to dlatego, że nie chce, nie potrafi  czy zwyczajnie nie może?

Dwunastodomowy charakter i temperament
Moim zdaniem odpowiedź, jakiej udzielimy na to pytanie, tak naprawdę oddaje istotę sporu pomiędzy astrologią współczesną (inaczej humanistyczną, odwołującą się również do psychologii) a astrologią klasyczną, zwaną też tradycyjną.  Astrolog współczesny odpowie raczej, że „nie chce” lub ostatecznie „nie potrafi”, gdyż według niego obsadzony dom 12 znamionuje pewien typ osobowości czy wrodzonych preferencji, z którymi przychodzimy na świat. Mianowicie taka konfiguracja może wskazywać na: 

⏩człowieka naturalnie nieśmiałego i wycofanego w sferze życia, której dotyczy dwunastodomowa planeta;

⏩kogoś kto nie potrafi, nie lubi lub nie odczuwa potrzeby realizowania się  w tych dziedzinach w taki sposób lub w takim stopniu, w którym posiadacze innych horoskopów nazwaliby „pełnym” i zamiast tego pozwala tym planetom „spać”, bywa że bez większego poczucia dyskomfortu;

⏩kogoś, kto nie do końca „czuje” owe dziedziny – dwunastodomowo spowite neptuniczną mgłą – i dlatego porusza się w nich nieco po omacku, z różnymi rezultatami, co bywa irytujące, jednakowoż  „niezależne” od człowieka, który „taki się urodził”;

kogoś,  kto te energie realizuje po prostu niestandardowo w dzisiejszym materialistycznym świecie, na przykład bardziej subtelnie – np. służą rozwojowi duchowemu, rybiej misji i poświęceniu itp.     

I tak na przykład osoba ze Słońcem w 12 domu ma rys introwertyczny i nie lubi błyszczeć pchać się na afisz, a potrzebę samorealizacji realizuje raczej po cichu i w odosobnieniu, a na fakt ten pokazuje takie, a nie inne położenie horoskopowego światła. Natomiast Saturn w 12 domu  „usypia” i rozmywa klasycznie pojmowaną ambicję rozumianą jako konkretne osiągnięcia społeczne czy zawodowe. Mielibyśmy zatem do czynienia z osobą mniej zainteresowaną czy też naturalnie mniej uzdolnioną w kierunku saturnicznych osiągnięć. 

Ogólnie rzecz biorąc sposób ekspresji dwunastodomowych planet przypominałby znak Ryb – ze wszystkimi zaletami i wadami tegoż znaku. Taki już jest urok tej osoby, która nie chce lub nie się łatwo zmienić, chociaż mogłaby to ewentualnie uczynić na drodze „przepracowania” słabych stron konfiguracji – mówi astrolog współczesny, cokolwiek owo przepracowanie miałoby w praktyce oznaczać 😁.  

Planetarne uwięzienie
Inaczej na pytanie, czy posiadacz planety w 12 domu udręczony niekiedy sposobem jej realizacji, może jakoś poprawić jakość swojego życia, odpowie astrolog klasyczny. Jego zdaniem dom 12 to dom trudny, źle rokujący - i to nie tylko dlatego, że to dom upadający. Warto pamiętać, że według astrologii starożytnej ciała niebieskie położone w 12 sektorze  „nie widzą ascendentu" czyli horoskopowego okna na świat. Ich blask pada pod takim kątem, że nie mają możliwości swobodnego wyrażania się. Wedle tej teorii takie usadowienie planety w 12 domu to niestety nic dobrego – i to pomimo usilnych starań właściciela  kosmogramu. To swoiste uwięzienie planety (czasem dosłowne, lecz o wiele częściej w przenośni) skutkujące nie tyle introwertyzmem i brakiem chęci czy potrzeby działania w danej sferze, lecz przede wszystkim brakiem realnych szans i takowych możliwości. 

I tak człowiek mający Słońce w 12 domu mimo wysiłku czuje się (o może faktycznie jest?) niezrealizowany, pominięty - jednym słowem niewidoczny. Księżyc w domu 12 utrudnia realizację w sferze rodzinnej, Merkury osłabia potencjał umysłowy, Wenus przynosi - chcianą lub nie - samotność, a Mars, jako że w sam sobie jest malefikiem, zamknięty w maleficznym domu 12 wyzłośliwia się jeszcze bardziej, czyniąc człowieka podatnym na gwałtowność i  agresję  - czy to jego własną, czy też chciał – nie chciał przychodzącą do niego z zewnątrz.  A zatem konkluzja astrologa tradycyjnego będzie następująca: właściciel horoskopu nie może funkcjonować inaczej mimo najlepszych chęci, a jego los, który nie szczędzi mu trudności,  jest zdeterminowany.

Dwunastodomowy wygrany
Jeśli jednak trzymać się reguł astrologii klasycznej, w najlepszej sytuacji byłby właściciel dwunastodomowego  Saturna, który w tym sektorze jest w tzw. „planetarnym joyu”. A zatem zamiast wskazywać na kogoś dość nieporadnego i „rozmytego” w sferze społecznej i zawodowej, kto kiepsko radzi sobie z codziennymi obowiązkami, rutyną  czy z funkcjonowaniem w strukturze, takie położenie wróżyłby stosunkowo mało jadowitego i dość okiełznanego Wielkiego Nauczyciela, który może i niespecjalnie nie pomaga  w karierze czy innych saturnicznych osiągnięciach, ale przede wszystkim nie szkodzi. 

A Wam Które podejście jest bliższe: to z astrologii tradycyjnej czy współczesnej? Czy waszym zdaniem posiadacz jakieś ważnej planety w 12 domu przejawia pewne specyficzne cechy i zachowania dlatego, że horoskop z planetami w 12 domu odzwierciedla po prostu taki jego charakter i temperament? Czy też raczej być może chciałby on działać inaczej, lecz okoliczności życiowe, na które napotyka, symbolicznie wciąż spychają go do tego niesympatycznego sektora, któremu tradycja astrologiczna przypisuje izolację i „ukrytych wrogów”, mocno utrudniając mu przebicie się na świat i odniesienie sukcesu? Ciekawa jestem Waszych opinii😃.



Podziel się :)

2 komentarze:

  1. Mam Wenus w Skorpionie na ASC ale na 29 stopniu domu 12, czyli w zasadzie już na samym końcu.Jest też w sekstylu z MC w Pannie. Czytałam kiedyś, że kiedy planeta jest na samym końcu domu, to interpretuje się ją, jakby była w domu kolejnym.Nie mogę narzekać na urodę ale z tą samotnością coś jest :) Dziękuję za artykuł i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nic dziwnego, że nie brakuje Pani urody - w końcu Wenus jakby nie było jest nadal na osi - a więc jest bardzo silna. A koncepcja o interpretacji planety pod koniec domu jakby już była w domu kolejnym wynika po pierwsze z często nieprecyzyjnie podanej godziny urodzenia (5 minut różnicy może spowodować, ze planeta jest już jednak w domu kolejnym) oraz z tego, że są różne systemy domu i w zależności od zastosowanego planeta - zwłaszcza na pograniczu - jest w jednym lub w drugim. Jeżeli natomiast podana godzina jest wiarygodna co do minuty, Wenus jest na pewno w 12 domu, bowiem w przypadku osi ascendentu nic się nie zmienia niezależnie od zastosowanego systemu domu (chyba że przyjmiemy system domów równych). Pozdrawiam ciepło i dziękuję za wpis;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś! Bardzo chętnie poznam Twoje zdanie, ale jako administrator strony zastrzegam sobie prawo do usuwania wszelkich obraźliwych i niezgodnych z prawem wypowiedzi.